Warszawskie Forum Oświatowe
Dzisiaj jest sobota, 18 sierpnia 2018 r.
Imieniny: Helena, Ilona, Bogusław
 

 

Mirosław Sielatycki
 
Zaczęło się w 89 – spojrzenie na warszawską oświatę po 20 latach
 
 
W 2009 roku na rynek pracy trafią absolwenci uczelni, którzy dwadzieścia lat wcześniej, w 1989 roku poszli do przedszkola. Tyle właśnie trwa najpowszechniejszy obecnie cykl nauki w naszym kraju (3 lata wychowania przedszkolnego + zerówka + 6 lat szkoły podstawowej + 3 lata gimnazjum + 3 lata liceum + 5 lat studiów). Wolna Polska ma tyle samo lat co wolna polska edukacja. Możemy więc zacząć oceniać efekty tamtych zmian.
 
W Warszawie odbywają się liczne spotkania, seminaria i konferencje poświęcone 20. rocznicy przełomu roku 1989. Spojrzenie na warszawską oświatę z perspektywy rocznicowej spotkało ludzi związanych ze stołeczną edukacją na Warszawskim Forum Oświatowym 28 lutego 2009 r. w I SLO na ul. Bednarskiej (miejscu symbolicznym, od początku transformacji pełniącym rolę inkubatora przemian oświatowych).
 
Patrząc dziś, z poziomu makro, na rok 1989 możemy stwierdzić, że ówczesne zmiany w edukacji stały się ważnym impulsem modernizacyjnym dla Polski oraz wyznacznikiem wolności społeczeństwa. Możemy na te zmiany spojrzeć również w skali mikro, od środka szkoły, oczami uczniów, nauczycieli, rodziców. Wówczas dostrzeżemy, że zmieniło się przede wszystkim to, czego i jak naucza szkoła. Celowo używając skrótów myślowych w odniesieniu do nauczanych przedmiotów należałoby zauważyć, że:
 
- historię - odkłamano,
- przysposobienie obronne - odmilitaryzowano,
- edukację obywatelską – ukonstytuowano,
- religię - ponownie wprowadzono,
- etykę - próbowano wprowadzić,
- język polski - uzupełniono,
- język rosyjski - odbratniono,
- język angielski - upowszechniono,
- język niemiecki - odczarowano,
- przedsiębiorczość - wprowadzono,
- geografię - unowocześniono,
- muzykę - uciszono,
- przedmioty zawodowe – w spokoju zostawiono,
- wiele innych - nie za bardzo zmieniono.
 
Patrząc na oświatę od strony organizacji i zarządzania zauważymy, że:
 
- szkoły – ukierunkowano na jakość,
- przedszkola – zredukowano,
- dyrektorów – odpartyjniono i usamodzielniono,
- nauczycieli – uwolniono i uawansowiono,
- rodziców – stopniowo upartnerowiono,
- uczniów – lepiej dostrzeżono i zewnętrznie oceniono,
- wydawców – urynkowiono i rozmnożono,
- wizytatorów – w nowe role wprowadzono,
- związkowców – umocniono,
- samorządowców – organem prowadzącym uczyniono,
- egzaminatorów – stworzono i na szczycie postawiono.
 
Patrząc na rok 1989 w kategoriach uruchomionych wówczas meta-procesów („ku” i „od”) za główne sukcesy uznać możemy:
 
Upowszechnienie oświaty. Kto by pomyślał, że ponad 90% rocznika gimnazjalistów będzie wybierało ścieżkę kształcenia maturalnego, a połowa rocznika uczniów szkół ponadgimnazjalnych studia na wyższych uczelniach. To są rekordowe europejskie (”skandynawskie”) wskaźniki. Dla równowagi - zupełnie nieeuropejskie są wskaźniki upowszechnienia wychowania przedszkolnego utrzymujące się na poziomie 30%. Należy jednak stwierdzić, że dzięki polskiemu systemowi oświaty z każdym rokiem stawaliśmy się społeczeństwem coraz lepiej wykształconym. Oczywiście można utyskiwać na jakość kształcenia w niektórych segmentach sytemu, ale sukces związany z  upowszechnieniem coraz lepszego wykształcenia społeczeństwa jest niepodważalny.
 
Usamorządowienie oświaty. Samorządy lokalne przejęły prowadzenie szkół, przedszkoli i prawie wszystkich placówek oświatowych, mają coraz większy wpływ na sprawy oświaty, realizują cenne projekty edukacyjne, opracowują coraz lepsze lokalne polityki oświatowe. Nadal jednak wiele spraw jest pozostałością po poprzednim myśleniu, np. tryb wyboru dyrektorów szkół, a wpływ samorządowców na rząd jest znacznie mniejszy niż nauczycielskich związków zawodowych.
 
Uspołecznienie oświaty. Rodzice i uczniowie zyskali większy wpływ na sprawy szkół. Chociaż rady rodziców i samorządy uczniowskie nie wszędzie są realnym partnerem dyrektora i nauczycieli, widać wyraźny postęp. Rozwinęło się szkolnictwo niepubliczne, w którym powstało wiele innowacji pedagogicznych i organizacyjnych. Powstały organizacje pozarządowe działające na rzecz oświaty, w tym stowarzyszenia nauczycielskie. Ale to wszystko nadal słabo się przekłada na realną pozycję edukacji w sferze publicznej, co widać poprzez wątłość wątków edukacyjnych w kolejnych kampaniach wyborczych, czy słabość infrastruktury oświatowej w nowobudowanych osiedlach.
 
Umiędzynarodowienie oświaty. Polska oświata wyszła z izolacji, w jakiej się znajdowała w czasach PRL-u. Wejście do Unii Europejskiej w 2004 r. było przełomowym momentem, choć już w latach wcześniejszych polskie szkoły uczestniczyły w europejskich programach wymiany szkół (Sokrates, Leonardo da Vinci i in.). Uczniowie i nauczyciele podróżują po Europie, kontaktują się ze szkołami w innych państwach, uczestniczą w międzynarodowych programach. Środki UE na modernizację szkół i procesu nauczania od kilku lat uzupełniają nakłady państwa na oświatę.
 
Unowocześnienie oświaty. Jest ono pochodną poprzednio przywołanych procesów oraz ogólnie podniesienia standardów cywilizacyjnych w kraju. Budynki szkolne, urządzenia sportowe, wyposażenie pracowni jest istotnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Jednak unowocześnienie bazy następuje szybciej niż unowocześnienie procesu nauczania, choć tutaj też się rozwijamy.
 
Urynkowienie oświaty. Edukacja to sfera społeczna, ale jej efektywne działanie zależy również od efektywności ekonomicznej. Urynkowieniem było pojawienie się szkół i przedszkoli niepublicznych. Jego przejawem jest także powstanie niepublicznych placówek doskonalenia nauczycieli. W wielu samorządach i niektórych sferach oświaty w ramach tego procesu wprowadzane są rozmaite wersje „bonów edukacyjnych”. Urynkowienie to także budowanie związków oświaty z rynkiem pracy. Ten ostatni proces jest trudny, choć po wejściu na unijny rynek pracy, podejmowane działania nabrały przyspieszenia.
 
Udrożnienie oświaty. Poprzez system egzaminów zewnętrznych zbudowane zostały mosty między oświatą a szkolnictwem wyższym, matura stała się uznawaną przez obie strony „walutą wymienialną”, po raz pierwszy uzyskaliśmy obiektywną miarę efektów nauczania. Imponujący rozwój ponadgimnazjanego szkolnictwa ogólnokształcącego (mimo nieudanego eksperymentu z liceami profilowanymi) zwiększył szansę na dalsze kształcenie. Ale ten system zaczęliśmy budować „od dachu” (system egzaminów zewnętrznych), teraz czas na zabranie się do „fundamentów” (przedszkola, obniżenie wieku szkolnego).
 
Przez 20 lat te procesy przebiegały ze zróżnicowaną dynamiką, może z oświatą jest tak jak z giełdą - muszą być wzrosty i spadki, załamania kursów, nadzieje na przemian z utratą wiary inwestorów. Lepiej jednak, żeby to nie była metafora ilustrująca naszą oświatową rzeczywistość. Edukacja jest po prostu kluczową dla całego społeczeństwa i kraju inwestycją. Sądzę, że te 20 lat to jednak dopiero połowa drogi.
 
(tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu autora z czasopisma „Dyrektor Szkoły” nr 11/2008).
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mirosław Sielatycki
 
Zaczęło się w 89 – spojrzenie na warszawską oświatę po 20 latach
 
 
W 2009 roku na rynek pracy trafią absolwenci uczelni, którzy dwadzieścia lat wcześniej, w 1989 roku poszli do przedszkola. Tyle właśnie trwa najpowszechniejszy obecnie cykl nauki w naszym kraju (3 lata wychowania przedszkolnego + zerówka + 6 lat szkoły podstawowej + 3 lata gimnazjum + 3 lata liceum + 5 lat studiów). Wolna Polska ma tyle samo lat co wolna polska edukacja. Możemy więc zacząć oceniać efekty tamtych zmian.
 
W Warszawie odbywają się liczne spotkania, seminaria i konferencje poświęcone 20. rocznicy przełomu roku 1989. Spojrzenie na warszawską oświatę z perspektywy rocznicowej spotkało ludzi związanych ze stołeczną edukacją na Warszawskim Forum Oświatowym 28 lutego 2009 r. w I SLO na ul. Bednarskiej (miejscu symbolicznym, od początku transformacji pełniącym rolę inkubatora przemian oświatowych).
 
Patrząc dziś, z poziomu makro, na rok 1989 możemy stwierdzić, że ówczesne zmiany w edukacji stały się ważnym impulsem modernizacyjnym dla Polski oraz wyznacznikiem wolności społeczeństwa. Możemy na te zmiany spojrzeć również w skali mikro, od środka szkoły, oczami uczniów, nauczycieli, rodziców. Wówczas dostrzeżemy, że zmieniło się przede wszystkim to, czego i jak naucza szkoła. Celowo używając skrótów myślowych w odniesieniu do nauczanych przedmiotów należałoby zauważyć, że:
 
- historię - odkłamano,
- przysposobienie obronne - odmilitaryzowano,
- edukację obywatelską – ukonstytuowano,
- religię - ponownie wprowadzono,
- etykę - próbowano wprowadzić,
- język polski - uzupełniono,
- język rosyjski - odbratniono,
- język angielski - upowszechniono,
- język niemiecki - odczarowano,
- przedsiębiorczość - wprowadzono,
- geografię - unowocześniono,
- muzykę - uciszono,
- przedmioty zawodowe – w spokoju zostawiono,
- wiele innych - nie za bardzo zmieniono.
 
Patrząc na oświatę od strony organizacji i zarządzania zauważymy, że:
 
- szkoły – ukierunkowano na jakość,
- przedszkola – zredukowano,
- dyrektorów – odpartyjniono i usamodzielniono,
- nauczycieli – uwolniono i uawansowiono,
- rodziców – stopniowo upartnerowiono,
- uczniów – lepiej dostrzeżono i zewnętrznie oceniono,
- wydawców – urynkowiono i rozmnożono,
- wizytatorów – w nowe role wprowadzono,
- związkowców – umocniono,
- samorządowców – organem prowadzącym uczyniono,
- egzaminatorów – stworzono i na szczycie postawiono.
 
Patrząc na rok 1989 w kategoriach uruchomionych wówczas meta-procesów („ku” i „od”) za główne sukcesy uznać możemy:
 
Upowszechnienie oświaty. Kto by pomyślał, że ponad 90% rocznika gimnazjalistów będzie wybierało ścieżkę kształcenia maturalnego, a połowa rocznika uczniów szkół ponadgimnazjalnych studia na wyższych uczelniach. To są rekordowe europejskie (”skandynawskie”) wskaźniki. Dla równowagi - zupełnie nieeuropejskie są wskaźniki upowszechnienia wychowania przedszkolnego utrzymujące się na poziomie 30%. Należy jednak stwierdzić, że dzięki polskiemu systemowi oświaty z każdym rokiem stawaliśmy się społeczeństwem coraz lepiej wykształconym. Oczywiście można utyskiwać na jakość kształcenia w niektórych segmentach sytemu, ale sukces związany z  upowszechnieniem coraz lepszego wykształcenia społeczeństwa jest niepodważalny.
 
Usamorządowienie oświaty. Samorządy lokalne przejęły prowadzenie szkół, przedszkoli i prawie wszystkich placówek oświatowych, mają coraz większy wpływ na sprawy oświaty, realizują cenne projekty edukacyjne, opracowują coraz lepsze lokalne polityki oświatowe. Nadal jednak wiele spraw jest pozostałością po poprzednim myśleniu, np. tryb wyboru dyrektorów szkół, a wpływ samorządowców na rząd jest znacznie mniejszy niż nauczycielskich związków zawodowych.
 
Uspołecznienie oświaty. Rodzice i uczniowie zyskali większy wpływ na sprawy szkół. Chociaż rady rodziców i samorządy uczniowskie nie wszędzie są realnym partnerem dyrektora i nauczycieli, widać wyraźny postęp. Rozwinęło się szkolnictwo niepubliczne, w którym powstało wiele innowacji pedagogicznych i organizacyjnych. Powstały organizacje pozarządowe działające na rzecz oświaty, w tym stowarzyszenia nauczycielskie. Ale to wszystko nadal słabo się przekłada na realną pozycję edukacji w sferze publicznej, co widać poprzez wątłość wątków edukacyjnych w kolejnych kampaniach wyborczych, czy słabość infrastruktury oświatowej w nowobudowanych osiedlach.
 
Umiędzynarodowienie oświaty. Polska oświata wyszła z izolacji, w jakiej się znajdowała w czasach PRL-u. Wejście do Unii Europejskiej w 2004 r. było przełomowym momentem, choć już w latach wcześniejszych polskie szkoły uczestniczyły w europejskich programach wymiany szkół (Sokrates, Leonardo da Vinci i in.). Uczniowie i nauczyciele podróżują po Europie, kontaktują się ze szkołami w innych państwach, uczestniczą w międzynarodowych programach. Środki UE na modernizację szkół i procesu nauczania od kilku lat uzupełniają nakłady państwa na oświatę.
 
Unowocześnienie oświaty. Jest ono pochodną poprzednio przywołanych procesów oraz ogólnie podniesienia standardów cywilizacyjnych w kraju. Budynki szkolne, urządzenia sportowe, wyposażenie pracowni jest istotnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Jednak unowocześnienie bazy następuje szybciej niż unowocześnienie procesu nauczania, choć tutaj też się rozwijamy.
 
Urynkowienie oświaty. Edukacja to sfera społeczna, ale jej efektywne działanie zależy również od efektywności ekonomicznej. Urynkowieniem było pojawienie się szkół i przedszkoli niepublicznych. Jego przejawem jest także powstanie niepublicznych placówek doskonalenia nauczycieli. W wielu samorządach i niektórych sferach oświaty w ramach tego procesu wprowadzane są rozmaite wersje „bonów edukacyjnych”. Urynkowienie to także budowanie związków oświaty z rynkiem pracy. Ten ostatni proces jest trudny, choć po wejściu na unijny rynek pracy, podejmowane działania nabrały przyspieszenia.
 
Udrożnienie oświaty. Poprzez system egzaminów zewnętrznych zbudowane zostały mosty między oświatą a szkolnictwem wyższym, matura stała się uznawaną przez obie strony „walutą wymienialną”, po raz pierwszy uzyskaliśmy obiektywną miarę efektów nauczania. Imponujący rozwój ponadgimnazjanego szkolnictwa ogólnokształcącego (mimo nieudanego eksperymentu z liceami profilowanymi) zwiększył szansę na dalsze kształcenie. Ale ten system zaczęliśmy budować „od dachu” (system egzaminów zewnętrznych), teraz czas na zabranie się do „fundamentów” (przedszkola, obniżenie wieku szkolnego).
 
Przez 20 lat te procesy przebiegały ze zróżnicowaną dynamiką, może z oświatą jest tak jak z giełdą - muszą być wzrosty i spadki, załamania kursów, nadzieje na przemian z utratą wiary inwestorów. Lepiej jednak, żeby to nie była metafora ilustrująca naszą oświatową rzeczywistość. Edukacja jest po prostu kluczową dla całego społeczeństwa i kraju inwestycją. Sądzę, że te 20 lat to jednak dopiero połowa drogi.
 
(tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu autora z czasopisma „Dyrektor Szkoły” nr 11/2008).
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mirosław Sielatycki
 
Zaczęło się w 89 – spojrzenie na warszawską oświatę po 20 latach
 
 
W 2009 roku na rynek pracy trafią absolwenci uczelni, którzy dwadzieścia lat wcześniej, w 1989 roku poszli do przedszkola. Tyle właśnie trwa najpowszechniejszy obecnie cykl nauki w naszym kraju (3 lata wychowania przedszkolnego + zerówka + 6 lat szkoły podstawowej + 3 lata gimnazjum + 3 lata liceum + 5 lat studiów). Wolna Polska ma tyle samo lat co wolna polska edukacja. Możemy więc zacząć oceniać efekty tamtych zmian.
 
W Warszawie odbywają się liczne spotkania, seminaria i konferencje poświęcone 20. rocznicy przełomu roku 1989. Spojrzenie na warszawską oświatę z perspektywy rocznicowej spotkało ludzi związanych ze stołeczną edukacją na Warszawskim Forum Oświatowym 28 lutego 2009 r. w I SLO na ul. Bednarskiej (miejscu symbolicznym, od początku transformacji pełniącym rolę inkubatora przemian oświatowych).
 
Patrząc dziś, z poziomu makro, na rok 1989 możemy stwierdzić, że ówczesne zmiany w edukacji stały się ważnym impulsem modernizacyjnym dla Polski oraz wyznacznikiem wolności społeczeństwa. Możemy na te zmiany spojrzeć również w skali mikro, od środka szkoły, oczami uczniów, nauczycieli, rodziców. Wówczas dostrzeżemy, że zmieniło się przede wszystkim to, czego i jak naucza szkoła. Celowo używając skrótów myślowych w odniesieniu do nauczanych przedmiotów należałoby zauważyć, że:
 
- historię - odkłamano,
- przysposobienie obronne - odmilitaryzowano,
- edukację obywatelską – ukonstytuowano,
- religię - ponownie wprowadzono,
- etykę - próbowano wprowadzić,
- język polski - uzupełniono,
- język rosyjski - odbratniono,
- język angielski - upowszechniono,
- język niemiecki - odczarowano,
- przedsiębiorczość - wprowadzono,
- geografię - unowocześniono,
- muzykę - uciszono,
- przedmioty zawodowe – w spokoju zostawiono,
- wiele innych - nie za bardzo zmieniono.
 
Patrząc na oświatę od strony organizacji i zarządzania zauważymy, że:
 
- szkoły – ukierunkowano na jakość,
- przedszkola – zredukowano,
- dyrektorów – odpartyjniono i usamodzielniono,
- nauczycieli – uwolniono i uawansowiono,
- rodziców – stopniowo upartnerowiono,
- uczniów – lepiej dostrzeżono i zewnętrznie oceniono,
- wydawców – urynkowiono i rozmnożono,
- wizytatorów – w nowe role wprowadzono,
- związkowców – umocniono,
- samorządowców – organem prowadzącym uczyniono,
- egzaminatorów – stworzono i na szczycie postawiono.
 
Patrząc na rok 1989 w kategoriach uruchomionych wówczas meta-procesów („ku” i „od”) za główne sukcesy uznać możemy:
 
Upowszechnienie oświaty. Kto by pomyślał, że ponad 90% rocznika gimnazjalistów będzie wybierało ścieżkę kształcenia maturalnego, a połowa rocznika uczniów szkół ponadgimnazjalnych studia na wyższych uczelniach. To są rekordowe europejskie (”skandynawskie”) wskaźniki. Dla równowagi - zupełnie nieeuropejskie są wskaźniki upowszechnienia wychowania przedszkolnego utrzymujące się na poziomie 30%. Należy jednak stwierdzić, że dzięki polskiemu systemowi oświaty z każdym rokiem stawaliśmy się społeczeństwem coraz lepiej wykształconym. Oczywiście można utyskiwać na jakość kształcenia w niektórych segmentach sytemu, ale sukces związany z  upowszechnieniem coraz lepszego wykształcenia społeczeństwa jest niepodważalny.
 
Usamorządowienie oświaty. Samorządy lokalne przejęły prowadzenie szkół, przedszkoli i prawie wszystkich placówek oświatowych, mają coraz większy wpływ na sprawy oświaty, realizują cenne projekty edukacyjne, opracowują coraz lepsze lokalne polityki oświatowe. Nadal jednak wiele spraw jest pozostałością po poprzednim myśleniu, np. tryb wyboru dyrektorów szkół, a wpływ samorządowców na rząd jest znacznie mniejszy niż nauczycielskich związków zawodowych.
 
Uspołecznienie oświaty. Rodzice i uczniowie zyskali większy wpływ na sprawy szkół. Chociaż rady rodziców i samorządy uczniowskie nie wszędzie są realnym partnerem dyrektora i nauczycieli, widać wyraźny postęp. Rozwinęło się szkolnictwo niepubliczne, w którym powstało wiele innowacji pedagogicznych i organizacyjnych. Powstały organizacje pozarządowe działające na rzecz oświaty, w tym stowarzyszenia nauczycielskie. Ale to wszystko nadal słabo się przekłada na realną pozycję edukacji w sferze publicznej, co widać poprzez wątłość wątków edukacyjnych w kolejnych kampaniach wyborczych, czy słabość infrastruktury oświatowej w nowobudowanych osiedlach.
 
Umiędzynarodowienie oświaty. Polska oświata wyszła z izolacji, w jakiej się znajdowała w czasach PRL-u. Wejście do Unii Europejskiej w 2004 r. było przełomowym momentem, choć już w latach wcześniejszych polskie szkoły uczestniczyły w europejskich programach wymiany szkół (Sokrates, Leonardo da Vinci i in.). Uczniowie i nauczyciele podróżują po Europie, kontaktują się ze szkołami w innych państwach, uczestniczą w międzynarodowych programach. Środki UE na modernizację szkół i procesu nauczania od kilku lat uzupełniają nakłady państwa na oświatę.
 
Unowocześnienie oświaty. Jest ono pochodną poprzednio przywołanych procesów oraz ogólnie podniesienia standardów cywilizacyjnych w kraju. Budynki szkolne, urządzenia sportowe, wyposażenie pracowni jest istotnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Jednak unowocześnienie bazy następuje szybciej niż unowocześnienie procesu nauczania, choć tutaj też się rozwijamy.
 
Urynkowienie oświaty. Edukacja to sfera społeczna, ale jej efektywne działanie zależy również od efektywności ekonomicznej. Urynkowieniem było pojawienie się szkół i przedszkoli niepublicznych. Jego przejawem jest także powstanie niepublicznych placówek doskonalenia nauczycieli. W wielu samorządach i niektórych sferach oświaty w ramach tego procesu wprowadzane są rozmaite wersje „bonów edukacyjnych”. Urynkowienie to także budowanie związków oświaty z rynkiem pracy. Ten ostatni proces jest trudny, choć po wejściu na unijny rynek pracy, podejmowane działania nabrały przyspieszenia.
 
Udrożnienie oświaty. Poprzez system egzaminów zewnętrznych zbudowane zostały mosty między oświatą a szkolnictwem wyższym, matura stała się uznawaną przez obie strony „walutą wymienialną”, po raz pierwszy uzyskaliśmy obiektywną miarę efektów nauczania. Imponujący rozwój ponadgimnazjanego szkolnictwa ogólnokształcącego (mimo nieudanego eksperymentu z liceami profilowanymi) zwiększył szansę na dalsze kształcenie. Ale ten system zaczęliśmy budować „od dachu” (system egzaminów zewnętrznych), teraz czas na zabranie się do „fundamentów” (przedszkola, obniżenie wieku szkolnego).
 
Przez 20 lat te procesy przebiegały ze zróżnicowaną dynamiką, może z oświatą jest tak jak z giełdą - muszą być wzrosty i spadki, załamania kursów, nadzieje na przemian z utratą wiary inwestorów. Lepiej jednak, żeby to nie była metafora ilustrująca naszą oświatową rzeczywistość. Edukacja jest po prostu kluczową dla całego społeczeństwa i kraju inwestycją. Sądzę, że te 20 lat to jednak dopiero połowa drogi.
 
(tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu autora z czasopisma „Dyrektor Szkoły” nr 11/2008).
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mirosław Sielatycki
 
Zaczęło się w 89 – spojrzenie na warszawską oświatę po 20 latach
 
 
W 2009 roku na rynek pracy trafią absolwenci uczelni, którzy dwadzieścia lat wcześniej, w 1989 roku poszli do przedszkola. Tyle właśnie trwa najpowszechniejszy obecnie cykl nauki w naszym kraju (3 lata wychowania przedszkolnego + zerówka + 6 lat szkoły podstawowej + 3 lata gimnazjum + 3 lata liceum + 5 lat studiów). Wolna Polska ma tyle samo lat co wolna polska edukacja. Możemy więc zacząć oceniać efekty tamtych zmian.
 
W Warszawie odbywają się liczne spotkania, seminaria i konferencje poświęcone 20. rocznicy przełomu roku 1989. Spojrzenie na warszawską oświatę z perspektywy rocznicowej spotkało ludzi związanych ze stołeczną edukacją na Warszawskim Forum Oświatowym 28 lutego 2009 r. w I SLO na ul. Bednarskiej (miejscu symbolicznym, od początku transformacji pełniącym rolę inkubatora przemian oświatowych).
 
Patrząc dziś, z poziomu makro, na rok 1989 możemy stwierdzić, że ówczesne zmiany w edukacji stały się ważnym impulsem modernizacyjnym dla Polski oraz wyznacznikiem wolności społeczeństwa. Możemy na te zmiany spojrzeć również w skali mikro, od środka szkoły, oczami uczniów, nauczycieli, rodziców. Wówczas dostrzeżemy, że zmieniło się przede wszystkim to, czego i jak naucza szkoła. Celowo używając skrótów myślowych w odniesieniu do nauczanych przedmiotów należałoby zauważyć, że:
 
- historię - odkłamano,
- przysposobienie obronne - odmilitaryzowano,
- edukację obywatelską – ukonstytuowano,
- religię - ponownie wprowadzono,
- etykę - próbowano wprowadzić,
- język polski - uzupełniono,
- język rosyjski - odbratniono,
- język angielski - upowszechniono,
- język niemiecki - odczarowano,
- przedsiębiorczość - wprowadzono,
- geografię - unowocześniono,
- muzykę - uciszono,
- przedmioty zawodowe – w spokoju zostawiono,
- wiele innych - nie za bardzo zmieniono.
 
Patrząc na oświatę od strony organizacji i zarządzania zauważymy, że:
 
- szkoły – ukierunkowano na jakość,
- przedszkola – zredukowano,
- dyrektorów – odpartyjniono i usamodzielniono,
- nauczycieli – uwolniono i uawansowiono,
- rodziców – stopniowo upartnerowiono,
- uczniów – lepiej dostrzeżono i zewnętrznie oceniono,
- wydawców – urynkowiono i rozmnożono,
- wizytatorów – w nowe role wprowadzono,
- związkowców – umocniono,
- samorządowców – organem prowadzącym uczyniono,
- egzaminatorów – stworzono i na szczycie postawiono.
 
Patrząc na rok 1989 w kategoriach uruchomionych wówczas meta-procesów („ku” i „od”) za główne sukcesy uznać możemy:
 
Upowszechnienie oświaty. Kto by pomyślał, że ponad 90% rocznika gimnazjalistów będzie wybierało ścieżkę kształcenia maturalnego, a połowa rocznika uczniów szkół ponadgimnazjalnych studia na wyższych uczelniach. To są rekordowe europejskie (”skandynawskie”) wskaźniki. Dla równowagi - zupełnie nieeuropejskie są wskaźniki upowszechnienia wychowania przedszkolnego utrzymujące się na poziomie 30%. Należy jednak stwierdzić, że dzięki polskiemu systemowi oświaty z każdym rokiem stawaliśmy się społeczeństwem coraz lepiej wykształconym. Oczywiście można utyskiwać na jakość kształcenia w niektórych segmentach sytemu, ale sukces związany z  upowszechnieniem coraz lepszego wykształcenia społeczeństwa jest niepodważalny.
 
Usamorządowienie oświaty. Samorządy lokalne przejęły prowadzenie szkół, przedszkoli i prawie wszystkich placówek oświatowych, mają coraz większy wpływ na sprawy oświaty, realizują cenne projekty edukacyjne, opracowują coraz lepsze lokalne polityki oświatowe. Nadal jednak wiele spraw jest pozostałością po poprzednim myśleniu, np. tryb wyboru dyrektorów szkół, a wpływ samorządowców na rząd jest znacznie mniejszy niż nauczycielskich związków zawodowych.
 
Uspołecznienie oświaty. Rodzice i uczniowie zyskali większy wpływ na sprawy szkół. Chociaż rady rodziców i samorządy uczniowskie nie wszędzie są realnym partnerem dyrektora i nauczycieli, widać wyraźny postęp. Rozwinęło się szkolnictwo niepubliczne, w którym powstało wiele innowacji pedagogicznych i organizacyjnych. Powstały organizacje pozarządowe działające na rzecz oświaty, w tym stowarzyszenia nauczycielskie. Ale to wszystko nadal słabo się przekłada na realną pozycję edukacji w sferze publicznej, co widać poprzez wątłość wątków edukacyjnych w kolejnych kampaniach wyborczych, czy słabość infrastruktury oświatowej w nowobudowanych osiedlach.
 
Umiędzynarodowienie oświaty. Polska oświata wyszła z izolacji, w jakiej się znajdowała w czasach PRL-u. Wejście do Unii Europejskiej w 2004 r. było przełomowym momentem, choć już w latach wcześniejszych polskie szkoły uczestniczyły w europejskich programach wymiany szkół (Sokrates, Leonardo da Vinci i in.). Uczniowie i nauczyciele podróżują po Europie, kontaktują się ze szkołami w innych państwach, uczestniczą w międzynarodowych programach. Środki UE na modernizację szkół i procesu nauczania od kilku lat uzupełniają nakłady państwa na oświatę.
 
Unowocześnienie oświaty. Jest ono pochodną poprzednio przywołanych procesów oraz ogólnie podniesienia standardów cywilizacyjnych w kraju. Budynki szkolne, urządzenia sportowe, wyposażenie pracowni jest istotnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Jednak unowocześnienie bazy następuje szybciej niż unowocześnienie procesu nauczania, choć tutaj też się rozwijamy.
 
Urynkowienie oświaty. Edukacja to sfera społeczna, ale jej efektywne działanie zależy również od efektywności ekonomicznej. Urynkowieniem było pojawienie się szkół i przedszkoli niepublicznych. Jego przejawem jest także powstanie niepublicznych placówek doskonalenia nauczycieli. W wielu samorządach i niektórych sferach oświaty w ramach tego procesu wprowadzane są rozmaite wersje „bonów edukacyjnych”. Urynkowienie to także budowanie związków oświaty z rynkiem pracy. Ten ostatni proces jest trudny, choć po wejściu na unijny rynek pracy, podejmowane działania nabrały przyspieszenia.
 
Udrożnienie oświaty. Poprzez system egzaminów zewnętrznych zbudowane zostały mosty między oświatą a szkolnictwem wyższym, matura stała się uznawaną przez obie strony „walutą wymienialną”, po raz pierwszy uzyskaliśmy obiektywną miarę efektów nauczania. Imponujący rozwój ponadgimnazjanego szkolnictwa ogólnokształcącego (mimo nieudanego eksperymentu z liceami profilowanymi) zwiększył szansę na dalsze kształcenie. Ale ten system zaczęliśmy budować „od dachu” (system egzaminów zewnętrznych), teraz czas na zabranie się do „fundamentów” (przedszkola, obniżenie wieku szkolnego).
 
Przez 20 lat te procesy przebiegały ze zróżnicowaną dynamiką, może z oświatą jest tak jak z giełdą - muszą być wzrosty i spadki, załamania kursów, nadzieje na przemian z utratą wiary inwestorów. Lepiej jednak, żeby to nie była metafora ilustrująca naszą oświatową rzeczywistość. Edukacja jest po prostu kluczową dla całego społeczeństwa i kraju inwestycją. Sądzę, że te 20 lat to jednak dopiero połowa drogi.
 
(tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu autora z czasopisma „Dyrektor Szkoły” nr 11/2008).
Powered By RiseNet CMS © 2018