Dzisiaj jest sobota, 26 maja 2018 r.
Imieniny: Filip, Paulina, Marianna
 


16 grudnia 2006

Nietolerancja dla nietolerancji

16 grudnia 2006 r. odbyło się spotkanie Warszawskiego Forum Oświatowego

"Zero tolerancji dla "zera tolerancji"- o wychowaniu ludzkim głosem"

To było drugie spotkanie Forum poświęcone w 2006 roku problemom wychowania.

 

 

Poprowadzili je Włodzimierz Paszyński, i Jolanta Lipszyc, od niedawna w nowych rolach wiceprezydenta Warszawy i dyrektorki warszawskiego Biura Edukacji. W tej sytuacji przekazanie Paszyńskiemu protokółu z poprzedniego (23 września 2006), poświęconego Warszawie spotkania Forum miało swoją symboliczną wymowę i zobowiązywało.

Prowadzący przypomnieli, jednak jedną z zasad Forum, że niezależnie od pełnionej funkcji każdy uczestnik wypowiada się we własnym imieniu.

Postawili na wstępie hipotetyczne pytanie:

Co robić w sytuacji, gdyby kontrowersyjne propozycje ministra Romana Giertycha zostały usankcjonowane rozporządzeniami, godzącymi w pryncypia pedagogiczne. Jak przestrzegać prawa, które jest podstawą demokratycznego państwa, a jednocześnie chronić młodzież przed skutkami złych przepisów. I co z tego wynika - jak docierać do społeczeństwa (które w dziedzinie wychowania czuje się bezradne) z przekazem, że jednolite mundurki, ośrodki dla uczniów sprawiających trudności, godzina policyjna dla młodych, czy kontrole lotnych "trójek", to niekoniecznie jedyne i najlepsze rozwiązania.

 

 

Lekarstwo gorsze od choroby

To, co proponuje minister Giertych - zauważyła Jolanta Lipszyc - może być groźne w dalszej perspektywie, bo wytworzy nowe patologie. Uczniowie, którzy będą wysyłani ze szkół do planowanych ośrodków, nie zmienią się na lepsze w czasie tak krótkich pobytów, a mogą tam jeszcze ulec demoralizacji. Wstawią się za nimi rodzice, broniąc ich przed wykluczeniem. Na teren szkoły przeniosą się nowe konflikty i zaburzą klimat wychowawczy szkoły. Należy lepiej zmobilizować władze Warszawy, zorganizować dobrze życie klas i stworzyć bogate oferty wychowawcze.

Po co tworzyć nowe ośrodki, skoro w systemie oświaty funkcjonują już placówki resocjalizacyjne, tak zwane młodzieżowe ośrodki wychowawcze. Czy nie da się zmienić ich programu i zrobić coś, żeby skierowana do nich młodzież nie czekała, jak to się dzieje obecnie, przez wiele miesięcy w kolejce - pytała Janina Zawadowska, były dyrektor CODN, obecnie prezes Towarzystwa Rozwijania Inicjatyw Oświatowych.

Mirosław Sielatycki, odwołany przez ministra Giertycha dyrektor Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, dostrzegł w kampanii

"Zero tolerancji dla przemocy w szkole"

zagrożenie dla demokracji. Sądząc po jej przebiegu i bezowocnych próbach dialogu z ministrem hasło "zero tolerancji" dotyczy także inaczej myślących nauczycieli, podręczników, programów wychowania europejskiego, pluralizmu i różnorodności w oświacie. Czyżby miała obowiązywać jedna prawda, jeden wzór? Przecież różne są gimnazja na wsi i w mieście, różne są sposoby rozwiązywania problemów wychowawczych niemal w każdej szkole. Na przykład w Niemczech szkoli się uczniów negocjatorów, którzy uczestniczą w rozwiązywaniu konfliktów rówieśniczych i to działa.

Łukasz Ługowski, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii "Kąt", placówki przy której działa liceum i gimnazjum, przypomniał, że w przeszłości były już akcje policyjne skierowane przeciwko młodym. Najpierw tym, którzy nosili długie włosy, potem, w stanie wojennym tym, którzy przypinali "oporniki". Rodzą się obawy, że akcja "zero tolerancji wobec przemocy" zdejmie ze szkół odpowiedzialność, skoro od rozwiązywania trudniejszych problemów wychowawczych będzie policja, wizytatorzy, chodzące po szkołach "trójki". W znanych warszawskich placówkach jak "SOS" czy "Kąt" w ciągu wielu lat wypracowano system, w którym możliwa jest skuteczna pomoc młodym ludziom ze załamaną karierą szkolną i życiową. Udawało się to, bo skupialiśmy się na najważniejszych problemach wychowawczych, a odrzucaliśmy sprawy drugorzędne, jak strój, uczesanie, czy kształt butów. Teraz młodzi ludzie, o wyglądzie moich wychowanków, przedstawieni są w telewizyjnej reklamówce ministra Giertycha, jako ci, przed którymi zamykają się bramy szkoły. Charakterystyczne, że właśnie ci, a nie agresywne skiny o wygolonych głowach.

Barbara Robakiewicz, pedagog, obecnie pracownik samorządowy, członek Platformy zaproponowała, żeby spojrzeć na proponowane przez MEN różne rozwiązania od strony ekonomicznej. Zatrzymywanie znacznych środków finansowych na poziomie ministerstwa, wydawanie publicznych pieniędzy bez wiedzy o rzeczywistych lokalnych potrzebach edukacyjnych, ograniczanie gospodarczej autonomii dyrektorów szkół, to centralistyczny model, który trzeba zdecydowanie odrzucić.

Z przedmówczynią zgodziła się Jolanta Lipszyc, zaliczając do tych nieracjonalnych wydatków resortu edukacji cenę centralistycznej biurokracji, koszty takich działań jak: wizyty "trójek" we wszystkich szkołach, pseudobadań: ilu uczniów pije w szkole, ilu pali, ilu bije, jaki procent uczennic jest w ciąży. Jakby nie można było wykorzystać dostępnych statystyk na ten temat.

Do wątku badań wrócił Leszek Trzaska, socjolog, związany przez wiele lat z warszawskim Ośrodkiem Metod i Szkoleń Psychospołecznych. Dlaczego inicjuje się pozorne badania i wydaje na nie pieniądze, a jednocześnie nie wykorzystuje dostępnych wyników badań nad odpadem szkolnym. Oparcie się na tych wynikach ułatwiłoby stworzenie programów przeciwdziałających wykluczeniu społecznemu młodzieży.

Tak, ale

Uzależniać strategię ruchu społecznego w oświacie od działań podejmowanych przez tego czy innego ministra oświaty, czy "robić swoje"? Opinie uczestników były podzielone.

Nie jest, niestety prawdą, że nie ma przemocy w szkołach. - ocenił Włodzimierz Zielicz, publicysta oświatowy, nauczyciel matematyki i fizyki w 33 LO. Hasło "zero tolerancji dla "zera tolerancji" jest niefortunne, bo lansuje rozwiązania ministra Giertycha. Społeczeństwo zacznie postrzegać go, jako tego, który chce zrobić coś dobrego, a inni mu przeszkadzają. Lepsza byłby postawa "tak, ale". Bo trzeba przyznać, że minister wyciągnął wnioski z błędów dotychczasowego podejścia. Zdarzają się sytuację, że uczniowie są terroryzowani przez zdemoralizowanych rówieśników, młodocianych bandytów, którzy są członkami gangów. Szkoła nie jest zakładem karnym, czy placówką resocjalizacyjną, żeby sobie z tym poradzić, a jednocześnie nie ma możliwości, aby usunąć takie osoby ze swojej społeczności, bo nie zezwala na to prawo. Błąd ministra polega na tym, że zamiast rozwiązać problem takich wykolejonych osobników, proponuje restrykcyjne rozwiązania dla każdej szkoły.

Szukając przyczyn kryzysu wychowawczego, Wanda Hoffman - psycholog, była radna województwa mazowieckiego - wskazała na brak równowagi między rozbudowanymi uprawnieniami dzieci, a stawianymi im wymaganiami. Trudnościom tym można przeciwdziałać pod warunkiem, że dyrektorzy szkół, nadzór kuratoryjny i samorządy terytorialne będą zgodnie współpracować. Jako psycholog oceniła krytycznie szkolenia warszawskich nauczycieli z zakresu problematyki wychowawczej. Szkoły nie umiały wykorzystać środków finansowych, które znalazły na ten cel poprzednie władze samorządowe. Zapraszano do szkoleń przypadkowe osoby lub znajomych. Nikt nie sprawdzał poziomu i efektywności tych działań.

Włodzimierz Taboryski, dyrektor 21 Społecznego LO im. Jerzego Grotowskiego zwrócił uwagę na występujący tu dylemat wychowawczy. Według niego szkoła dzienna dla młodzieży ma służyć wychowaniu obywateli. Młody człowiek przychodzi do szkoły tak jak my - do pracy. Więc uczeń powinien spełniać standardy właściwe dla miejsca pracy, czyli wywiązywać się z obowiązków pracowniczych, zadania wykonywać jak najlepiej potrafi, być wydajnym, uczciwym, lojalnym, kulturalnym (w pracy i do pracy nie spóźniamy się, nie wagarujemy i defilujemy w wyzywającym stroju, nie trzymamy nóg na stołach itp.). Z drugiej strony - bunt jest wpisany w wiek młodzieńczy i restrykcyjny system wychowawczy nie tylko go nasila, ale przede wszystkim niszczy twórczą atmosferę szkoły i kreacyjne zachowania ucznia. Młody człowiek z definicji ma prawo do popełniania nawet poważnych błędów, a każdy wychowawca ma obowiązek ich diagnozowania i wskazywania drogi naprawy. Zadał pytanie, kto z obecnych był grzecznym uczniem w szkole. W górze pojawiło się tylko parę rąk. Praktyka pokazuje, że właśnie ci niepokorni, zbuntowani trafiają po latach na eksponowane stanowiska we wszystkich sferach życia. Zachęcił dziennikarzy, aby prześledzili szkolne kariery polityków, działaczy społecznych, biznesmenów, artystów a zwłaszcza wybitnych sportowców, np. przypomnieli dorobek wychowawczy Feliksa Sztama, Kazimierza Górskiego.

Dorota Igielska, zastępca dyrektora Departamentu Pragmatyki Zawodowej Nauczycieli w MEN, zapytała retorycznie uczestników Forum, czy obecnie przepisy zwalniają dyrektorów szkół, kuratoria i władze samorządowe z zapewniania bezpieczeństwa uczniom. Ministerstwo Edukacji zaangażowało się w to, tylko dlatego, ze wymienione podmioty nie wywiązywały się ze swoich obowiązków. Wśród uczestników Forum przeważają osoby, które wyniosły doświadczenia z elitarnych szkół. Ale są jeszcze inne szkoły, borykające się z ogromnymi trudnościami. To nauczyciele z tych szkół przychodzą bezpośrednio do ministerstwa. Skarżą się, że nie mają realnego wsparcia ani ze strony warszawskiego kuratorium, ani samorządowego Biura Edukacji.

Odnośnie kuratorium i Biura Edukacji w Warszawie Włodzimierz Paszyński i Jolanta Lipszyc nie byli zaskoczeni taką opinią. Zauważyli, że mógł tu zawinić styl pracy tych urzędów, który nie dawał szans na dialog z nauczycielami i dyrektorami szkół.

Wioletta Wieczorek, nauczyciel, obecnie wizytator w warszawskim kuratorium, wskazała na rolę nadzoru pedagogicznego w rozwiązywaniu problemów wychowawczych. Obecni wizytatorzy są nauczycielami i doświadczonymi pedagogami. Zdarzało się, że wielokrotnie ratowali różne odgórne rozwiązania różnych ministrów. Dziś twórczo potrafią wykorzystać pracę odwiedzających szkoły "trójek", zwłaszcza, gdy w ich skład wchodzą również przedstawiciele samorządów. Oczywiście zdają sobie sprawę z ograniczeń takich szybkich rozwiązań i starają się pracować systemowo. Samorządowe władze Warszawy będą miały większy wpływ na wychowanie jeśli sfinansują i zorganizują dobre, prowadzone na uniwersyteckim poziomie odpowiednie szkolenia dla nauczycieli i dyrektorów szkół.

Trzeba stworzyć alternatywę

Nie jest prawdą, że we wszystkich szkołach panuje anarchia i przemoc. W mediach nie prezentuje się dobrych szkół, bo to nie jest dla nich TEMAT - zauważył Janusz Syrokomski - "ja reprezentuję "Klub przodujących szkół", około 200 placówek w całej Polsce". Jest wiele innych dobrych szkół, które wypracowały dobre oferty wychowawcze. Trzeba promować takie placówki i ich programy, pokazywać ich drogę rozwoju ze zwykłej szkoły do "przodującej".

W mojej szkole - mówiła Anna Szumiec-Mitera, dyrektor LXX Liceum Ogólnokształcącego im A. Kamińskiego w Warszawie - mamy zasadę: "My szanujemy ciebie, a ty szanuj nas". W plany zajęć szkolnych i pozalekcyjnych wkomponowaliśmy ciekawe programy. Prowadzimy warsztaty ekologiczne, europejski, medialne, które młodzież sama wymyśla i wybiera. Wychowawca klasy wspólnie z nauczycielem pełniącym funkcję asystenta wychowawcy oraz uczniami i rodzicami budują program klasy. Wspiera ich w tym psycholog i pedagog szkolny. Mamy jednak problemy ze znalezieniem doświadczonych edukatorów, którzy potrafiliby szkolić nauczycieli na przyzwoitym poziomie. Zwłaszcza brakuje nam ofert rozwijania kompetencji wychowawczych osób wchodzących dopiero do zawodu nauczycielskiego, rozwiązywania konfliktów w szkole czy wykorzystywania nowoczesnych metod nauczania.

Tak jak pisał A. Mickiewicz, Dobry człowiek w ocenianiu człowieka zaczyna od dobrego. Według Włodzimierza Taboryskiego alternatywą dla działań destrukcyjnych, agresji i przemocy, jest tworzenie międzyszkolnych środowisk młodzieżowych. Dobre szkoły, jak np. LXX LO, powinny otworzyć swoje koła zainteresowań dla uczniów z innych szkół. Moja szkoła tylko z historii sztuki wychowała olimpijczyków dla Reja, Witkacego itp. Taka zasadę realizuje np. Towarzystwo Szkół Twórczych, współpracując także z gimnazjami i podstawówkami. Źle się dzieje, że dyrektorzy zamykają swoje szkoły. W nawiązywaniu takiej międzyszkolnej współpracy powinny pomagać organizacyjnie i finansowo Biura Edukacji, kuratoria. Niestety obecny status skazuje ich głównie na rozpatrywanie skarg i zażaleń tysięcy rodziców i nauczycieli. I tak, jak do MEN, dociera do nich głównie obraz ciemnej strony oświaty.

Trzeba zwracać baczniejszą uwagę na autorytarne zachowania nauczycieli - postulowała Maria Holzer. Jako przykład podała zwyczaj otrzęsin praktykowany w wielu, nawet dobrych szkołach. Zmuszanie nowych wychowanków do picia słonej wody - to też forma przemocy wobec uczniów. W wielu szkołach, niezależnie od ich poziomu zdarzają się nauczyciele "pałkarze" szafujący na klasówkach najgorszymi ocenami. Takie postawy nauczycieli także rodzą problemy wychowawcze.

Władysław Majewski ze "Scholaris" znalazł przykłady, takich działań rządu, które wspierają wychowanie młodzieży. Dotyczy to np. wyasygnowania sporych środków finansowych na fundusz kształcenia młodzieży zdolnej, czy na nagrody dla wybitnych, młodych informatyków. Niestety, nie są to inicjatywy resortu edukacji. Ruch społeczny na rzecz oświaty musi zaproponować nie hasła, ale konkretne, poruszające wyobraźnię działania, takie np. jak tworzenie "wolnych podręczników" dostępnych przez Internet. I powinien nawiązać współpracę z różnymi środowiskami, a przede wszystkim samorządami terytorialnymi.

Czy skazani jesteśmy na szkołę restrykcyjną, z systemem wychowawczym opartym na zewnętrznej dyscyplinie i karach - zastanawiał się Janusz Kostynowicz, dawniej psycholog w ogniskach wychowawczych, obecnie konsultant w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli. Nie, pod warunkiem, że stworzymy alternatywny system. Po pierwsze trzeba konsekwentnie i skrupulatnie przestrzegać w szkole praw człowieka, dziecka i ucznia, czyniąc z nich skuteczne i podstawowe narzędzie pracy pedagogicznej. Wychowanek nie może być narażony w szkole na przemoc fizyczną i psychiczną oraz inne formy krzywdzenia. Dotyczy to również przemocy rówieśniczej. Rodzice powinni mieć możliwość prawnego występowania przeciwko dyrektorowi szkoły, jeśli na jej terenie dzieje się uczniowi krzywda. Powinna też istnieć możliwość zawieszania działalności tych placówek, na terenie których łamane są prawa wychowanków i nagminnie dochodzi do przemocy. Po drugie, w sytuacji obecnego kryzysu trzeba świadomie zredukować wszystkie inne zadania szkoły i zobowiązania, które realizowane były dotąd przez nauczycieli i dyrektora kosztem czasu przeznaczonego na wychowanie, nauczanie i opiekę. Do tego potrzebna jest autonomia szkoły, żeby dyrektor mógł podejmować odpowiednie decyzje. Po trzecie trzeba przystąpić do budowania w każdej szkole wspólnoty nauczycieli, uczniów i rodziców, odstępując od profilaktyki opartej na frazesach, deklaracjach i życzeniowym myśleniu. Po czwarte należy oprzeć pracę szkół na wychowawcach klas, poszerzając ich zadania i zakres odpowiedzialności a zarazem gratyfikując finansowo, zapewniając bezpłatne szkolenia i uznając efekty pracy wychowawczej, za główne kryterium awansu zawodowego. Po piąte trzeba stworzyć lepsze warunki dla rozwoju nowatorstwa pedagogicznego, zwłaszcza tych jego form, które obejmują cały mikrosystem szkolny, żeby szkoły "zmieniały się od korzeni".


Nadzieja w samorządzie Warszawy

Lidia Krajewska, związana od lat z oświatą niepubliczną, obecnie radna i wiceprzewodnicząca Rady Miasta Stołecznego Warszawy wyraziła opinię, że powołanie Włodzimierza Paszyńskiego na stanowisko wiceprezydenta zajmującego się stołeczną edukacją daje nadzieję na znalezienie także lepszych rozwiązań wychowawczych. Nadal od samorządów wiele zależy. Jednocześnie to prezydent będzie proponował projekt uchwały Rady Miasta na temat oświaty. Takie gremia, jak Warszawskie Forum Oświatowe mogą być moderatorem polityki oświatowej Warszawy. To miejsca, gdzie mogą rodzić się pomysły i inicjatywy.

Ewa Masny, koordynator konkursu "Szkoła Marzeń" w którym przyznawane są szkołom dotacje na projekty rozwojowe, zauważyła, że nie tylko MEN, ale również samorządy określają politykę oświatową. Mogą mieć zatem wpływ na wychowanie pod warunkiem, że podejdą do tego systemowo: określą priorytety, ukierunkują wiele rozproszonych wątków działań. Istnieje już szkielet polityki Miasta Warszawa. Do tego trzeba dopasować plany finansowe, a środków nie jest wcale mało. Akcje ministra Giertycha mają jeden walor: pobudziły społeczeństwo do myślenia o oświacie. To moment, który Miasto powinno wykorzystać i zaproponować różnorodne rozwiązania.

Ewa Krawczyk, były dyrektor szkoły, zastępca dyrektora warszawskiego Biura Edukacji stwierdziła, że Warszawa stoi przed wyborem: przyjmować rozwiązania wskazywane przez MEN i np. tworzyć szkoły dla uczniów trudnych, czy wspierać młodzież w środowisku naturalnym. Warszawa, jak rzadko które miasto, ma możliwość lepszego wykorzystania istniejących placówek. Liczne poradnie psychologiczno-pedagogiczne mogłyby wesprzeć szkoły w wychowaniu pod warunkiem, że zredukowano by ich zadania wynikające z wydawania zaświadczeń uprawniających do pisania prac egzaminacyjnych w dłuższym czasie. Wystarczyłoby wydłużyć ten czas dla wszystkich, a poradnie miałyby czas na świadczenie pomocy w szerszym zakresie. W warszawskich młodzieżowych ośrodkach wychowawczych jest na przykład 200 miejsc, chociaż dla naszych uczniów wystarczyłoby tylko 100. A i tak 50 naszych uczniów oczekuje w kolejce, bo obowiązuje centralny, krajowy system kierowania. Nie musimy opierać się na wynikach ministerialnych badań, bo samorząd sfinansował duże badania pedagogiczne na terenie Warszawy i dzielnic. Mówiąc metaforycznie, wiemy "gdzie kradną i biją". Trzeba jednak przemyśleć formy komunikowania się szkół z instytucjami nadzorującymi, bo ich dyrektorzy stoją przed dylematem, zgłaszać trudne problemy wychowawcze i prośby o wsparcie w ich rozwiązywaniu, czy dbać o dobrą ocenę szkoły oraz promocję placówki w środowisku. Można dodać, że Rada Miasta podjęła strategiczne uchwały dotyczące oświaty. Środowisko samorządowe jest zatem gotowe do rozwiązywania problemów wychowawczych, nawet w ramach obecnego prawa.

Warszawa może rozwiązywać edukacyjne problemy - zgodził się Włodzimierz Zielicz - pod warunkiem, że Biuro Edukacji zmieni styl działania. Przez ostatnie 4 lata urząd ten wpadł w szaleństwo kontroli wszystkiego, nawet spinaczy biurowych. Miasto musi przede wszystkim przywrócić autonomię szkołom. To samo dotyczy kuratoryjnego nadzoru, który nie może interesować się tylko wpisami w dokumentach szkolnych. Bo teraz najważniejsze jest co, gdzie i jakim kolorem zapisano dzienniku. Poparła go w tych zarzutach Joanna Malawska, była dyrektorka szkoły, nauczycielka języka polskiego, przewodnicząca Stowarzyszenia Szkół Średnich. Stwierdziła, że jako dyrektorowi szkoły trudno jej było nawiązać kontakt zarówno z warszawskim kuratorium oświaty, jak i Biurem Edukacji. Występowała do tych urzędów z różnymi inicjatywami, ale ich nie podejmowano. Instytucje te powinny zastanowić się również, jak chronić szkoły przed negatywnymi konsekwencjami nieprzemyślanych rozporządzeń wydawanych przez MEN w pośpiechu i bez konsultacji z praktykami.

Andrzej Kruszewski, dyrektor Wydziału Analiz w warszawskim kuratorium, wskazał na polityczne konteksty współpracy oświatowej Miasta z kuratorium i województwem mazowieckim. Należałoby np. wspólnie wypracować rozwiązania dla szkolnictwa zawodowego. W stolicy 70% uczniów idzie do liceów ogólnokształcących, a w województwie mazowieckim 50%. Do Warszawy dojeżdżają uczniowie z całego województwa. Dobrych rozwiązań powinno się szukać ponad podziałami politycznymi.

Podsumowując debatę Włodzimierz Paszyński i Jolanta Lipszyc zgodzili się z Andrzejem Kruszewskim, że duże znaczenie ma ponadpartyjna współpraca i dyskusja ze wszystkimi , którzy są zainteresowani rozwojem warszawskiej oświaty. Ważne, żeby Miasto, pozbywszy się biurokratycznych barier było otwarte na taki dialog. Prowadzący zaliczyli to Forum do udanych spotkań. Złożyli wszystkim uczestnikom serdeczne życzenia świąteczne i noworoczne. I zaprosili na kolejne spotkanie pod tytułem

"Jak uczyć - żeby nauczyć?"

Zanotował J. Kostynowicz

Powered By RiseNet CMS © 2018