Dzisiaj jest sobota, 26 maja 2018 r.
Imieniny: Filip, Paulina, Marianna
 

23 września 2006

Warszawa miastem edukacji

"Warszawa miastem edukacji" - taki był temat Warszawskiego Forum Oświatowego, które tym razem odbyło się, jako jedna z imprez towarzyszących Jesiennemu Warszawskiemu Salonowi Maturzystów i VI Warszawskim Targom Językowym, zorganizowanym przez Fundację Edukacyjną "Perspektywy". Debata odbyła się 23 września w Gmachu Głównym Politechniki. Dotyczyła kondycji stołecznej oświaty, perspektyw jej rozwoju i zmian, które powinny nastąpić po nadchodzących wyborach samorządowych. Już na wstępie prowadzący ją Włodzimierz Paszyński i Sergiusz Najar zachęcali, aby w dyskusji nie ograniczać się do spraw czysto oświatowych i wychowawczych, ale dostrzec także aspekt społeczny i europejski edukacji, gdyż stolica średniego, europejskiego kraju ma ambicje konkurować w tym obszarze. Takie szerokie spojrzenie na edukację, powinien mieć przyszły prezydent Warszawy,

Warszawa miastem edukacji otwartej

Tym nurtem potoczył się jeden z dwóch głównych wątków debaty. Marta Ługowska, Łukasz Ługowski i inni przestrzegali przed zawężającym podejściem do "warszawskiej edukacji". Zainspirowani doświadczeniami Ośrodka "Pogranicze - Sztuk, Kultur, Narodów" w Sejnach postulowali, aby Warszawa otwierała się na wszystko, co jest interesujące, aby uczyła otwartej postawy. Renomowane warszawskie szkoły nie mogą wpadać w megalomanię, powinny dostrzegać wartości edukacyjne oświaty w kraju. Jolanta Lipszyc podała przykłady, że także w Warszawie podejmuje się inicjatywy ukierunkowane na to, aby otwierać stołeczną oświatę na współpracę i partnerstwo ze szkołami w kraju . Przykładem współpraca Liceum LXIV Liceum Ogólnokształcące im. St. I. Witkiewicza przy ul. Elbląskiej z partnerską szkołą wiejską.

Janina Zawadowska postulowała, aby wspieranie prowincjonalnej oświaty było elementem programów edukacyjnych stolicy, gdzie koncentruje się życie intelektualne i naukowe. Po wizycie studyjnej w Holandii, kraju gdzie edukacja ma ogromne osiągnięcia, nasunęła się jej refleksja, że rozwój warszawskiej oświaty będzie zależał od tego na ile uda się ograniczyć chorą biurokrację. To przyszły prezydent Warszawy powinien ograniczać biurokrację oświatową i podnieść rangę stołecznej edukacji. Brak odpowiedzi na protesty różnych środowisk w sprawie niesłusznego odwołania dyrektora Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli rodzi obawy, czy jeden z głównych kandydatów na ten urząd nie będzie lekceważył spraw edukacji.

Krzysztof Skolimowski stwierdził, że w obliczu niżu demograficznego stolica musi przyjmować do warszawskich szkół dzieci z województwa mazowieckiego i z całej Polski. Będą potrzebne miejsca w zamykanych obecnie bursach. Dotyczy to przede wszystkim liceów, tych szkół w stolicy, które są obecnie najmniej doinwestowane, których kadra pedagogiczna w nikłym stopniu była objęta doskonaleniem, gdzie ciągle są przepełnione klasy. Jeśli Warszawa rozwiąże te problemy, będzie mogła, jak wiele stołecznych miast w Europie, zapewnić młodzieży z kraju lepszy start. Nasze miasto musi jednak się otworzyć.

W kontekście otworzenia się warszawskiej edukacji na kraj Janusz Kostynowicz zwrócił uwagę na rolę innowacji oświatowych. Kiedyś w Warszawie powstawało wiele nowatorskich inicjatyw, które upowszechniano i rozwijano w różnych ośrodkach w Polsce. Wydaje się, że obecnie zrezygnowaliśmy z podobnych ambicji. Szkoda, bo ze względu na swoje zasoby, obecność wyższych uczelni i potencjał "refleksyjnych nauczycieli" Warszawa powinna pełnić rolę centrum wspierającego innowatorów i rozwijającego myśl pedagogiczną. Eksperymentalne, pilotażowe rozwiązania powinny powstawać także w stołecznym szkolnictwie zawodowym, dziedzinie potrzebującej, jak nigdy inspiracji.

Dyrektor Biura Edukacji Urzędu m.st. Warszawy, p. Lilianna Ziętecka, stwierdziła, że miasto stara się realizować postulowaną politykę otwarcia. Już 30% uczniów szkół ponadgimnazjalnych, to młodzież spoza Warszawy. Ta tendencja dotyczy również szkolnictwa zawodowego i specjalnego. Jej zdaniem Warszawa powinna wykorzystać to, że na jej terenie są wyższe uczelnie. Możliwości wynikające z takiej współpracy powinny wykorzystywać nie tylko szkoły, ale również system doradztwa metodycznego.
Eligiusz Szymanis zauważył, że niepubliczne uczelnie zainteresowane są kontaktem ze szkołami, zapraszają uczniów ich na wykłady, i są nauczyciele, którzy wykorzystują taką możliwość współpracy.

Styk szkół średnich i uczelni można wykorzystać - proponowała Janina Szemińska - do rozwijania zainteresowań młodzieży. Co postuluje także Strategia Lizbońską UE, warto zachęcać dziewczęta, aby częściej realizowały się w naukach ścisłych i wybierały studia na uczelniach technicznych.

Władze oświatowe muszą zrozumieć, że wyzwaniem dla warszawskiej edukacji jest rozwijanie współpracy międzynarodowej. To powinna być dźwignia awansu oświatowego stolicy. Z takim postulatem wystąpił Waldemar Siwiński. Jego zdaniem, w tym kontekście należy rozwijać współpracę szkół z uczelniami. Argumentował, że w Warszawie studiuje zaledwie 3 tysiące studentów zagranicznych, na 300 tysięcy wszystkich studiujących w stolicy. Pod tym względem jesteśmy ostatnim krajem w Unii Europejskiej i jedynym, który nie promuje własnej oświaty zagranicą. Na 5 -ciu studentów wyjeżdżających z Polski w ramach programu Sokrates tylko jeden zagraniczny student przyjeżdża do nas. Już 20 tysięcy Polaków studiuje w Niemczech. Ilu Niemców studiuje u nas? A trzeba zauważyć, że na niektórych warszawskich uczelniach, np. Politechnice, już brakuje studentów. Za granicą studiuje już 750 tysięcy Chińczyków? Czy Warszawa nie mogłaby być ośrodkiem, do którego przyjeżdżają studenci z całego świata?

Bolączki stołecznej oświaty

Wizje przyszłości nie mogły jednak zastąpić refleksji nad przyczynami konkretnych trudności warszawskiej oświaty. Zdaniem obecnych na spotkaniu dyrektorów szkół, m. in. Jolanty Lipszyc, rządzenia kolejnych ekip ministerialnych doprowadziły do tego, że biurokracja paraliżujące warszawskie szkoły, odsuwając na dalszy plan dobro dziecka. Nauczyciele przestali zastanawiać się głębiej nad edukacją. Zamiast różnorodnych, ciekawych ofert i grup zainteresowań, proponujemy urzędnicze regulacje. Niefortunne rozporządzenie o nadzorze nałożyło na szkoły bzdurne obowiązki. Dobry pomysł Ireny Dzierzgowskiej, aby pomóc szkołom w autodiagnozie, w dzisiejszej wersji „mierzenia jakości” został sprowadzony do absurdu i wypełniania sterty papierów. Warszawskie władze oświatowe są odpowiedzialne za to, że w szkole nie ma czasu dla uczniów, że brakuje godzin na zajęcia pozalekcyjne, a młodzież, mimo niżu uczy się w ponad trzydziestoosobowych klasach. A co z uczniami zdolnymi, z indywidualnym tokiem nauczania, na który też brakuje pieniędzy. Jeśli Warszawa chce być miastem edukacji, to powinna stworzyć oferty dla młodzieży zdolnej i utalentowanej. Krzysztof Skolimowski zauważył, że biurokracja szkolna niepokoi najbardziej rodziców zainteresowanych szansami edukacyjnymi swoich dzieci, a nie wypełnianiem przez szkoły fikcyjnych obowiązków. Rodzice chcieliby, żeby nauczyciele mieli więcej czasu na kontakty z młodzieżą i więcej swobody w nauczaniu.
Trzeba zapewnić w Warszawie ciągłość dobrych programów edukacyjnych, żeby z każdą kolejną kadencją polityczną nie wyważać, co cztery lata otwartych drzwi. Tu

Włodzimierz Zielicz przypomniał podjętą jeszcze w Gminie Centrum Warszawską Inicjatywę Edukacyjną. To był dobry pomysł. Warszawski maturzysta miał zdobyć cztery ważne kompetencje, takie jak:
- znajomość dwóch języków obcych;
- sprawne posługiwanie się technikami informacyjno-komunikacyjnymi;
- opanowanie umiejętności skutecznego uczenia się,
- zdobycie umiejętności działania w społeczeństwie, jako obywatel, konsument, podatnik. Kompetencje te miały dawać naszej młodzieży coś, co się dzisiaj nazywa „przewagą konkurencyjną”. Dlaczego nie kontynuuje się tego programu. Teraz podobne inicjatywy pojawiają się, ale w gorszych wersjach.

Władysław Majewski wskazał na bariery rozwoju warszawskiej oświaty. Wprowadza się informatyzację, ale na razie największe korzyści ma z tego biurokracja oświatowa, bo uczniowie i rodzice nadal biegają po mieście z papierami. Stołeczna edukacja nie wykorzystuje tego, że stolica jest miastem akademickim. W USA najlepsi uczniowie mogą uczyć się na uczelniach, u nas pogłębiają się różnice między nauczycielami szkolnymi i akademickimi. Dużo złego robią fałszywe rankingi warszawskich szkół, w których wysokie pozycje, zależą częściej od selekcyjnego naboru uczniów niż efektów pracy pedagogicznej.


Do problemu oświatowej biurokracji w Warszawie wrócił Łukasz Ługowski, dyrektor gimnazjum i liceum Szkolnego Ośrodka Socjoterapii „Kąt”. Kiedyś skarżył się - za czasów kuratora Paszyńskiego, wypełnienie arkusza organizacyjnego szkoły zajmowało mi godzinę, teraz muszę zatrudniać do tego specjalistów. Dużo czasu zabiera mi też „mierzenie jakości” w biurokratycznej wersji stało się u nas formą frontalnej wizytacji. A mam jeszcze na głowie całą biurokrację awansu zawodowego nauczycieli.
Kontynuował ten temat Włodzimierz Zielicz. Stwierdził, że w Finlandii, która ma takie osiągnięcia w edukacji, nikt nie próbuje kontrolować nauczyciela przy pomocy sterty papierów i poddawać carskiej dyscyplinie. Szanuje się go, jako fachowca i obdarza zaufaniem. W Warszawie od czterech lat jest przeciwnie. Biurokracja i wadliwy system finansowania są barierą działań wychowawczych warszawskich szkół. Co szkole po zajęciach pozalekcyjnych, jeśli finansuje się je kosztem 40-osobowych klas. Stwierdził, że organizujący wymianę międzynarodową, sam musiał uzyskać podpisy wizytatorów i naczelników dzielnic. Nie ujednolicenie, jak chce Biuro Edukacji, ale właśnie różnorodność szkół, jest szansą warszawskiej edukacji.


Eligiusz Szymanis tak podsumował wątek biurokracji oświatowej - Może należy postawić wreszcie sprawę jasno, że wszystko, co odwraca uwagę szkoły od uczniów, działa przeciwko edukacji. Najważniejsze powinny być sprawy uczniów, potem nauczycieli, następnie dyrektorów, a na końcu władz oświatowych. Każda prezentacja nauczycielska związana z awansem zawodowym, każde formalne „mierzenie jakości”, to odwracanie uwagi od pracy wychowawczej, która polega przede wszystkim na poświęcaniu czasu uczniom Trzeba zostawić szkołę w spokoju, dać nauczycielom autonomię.

 
Mitologizujemy osiągnięcia warszawskiej edukacji - Taka tezę postawiła Małgorzata Oszmaniec. Eksponując osiągnięcia, nie bierzemy pod uwagę, że nasza młodzież pochodzi z bardziej zamożnych rodzin, ma lepsze warunki, łatwiejszy dostęp do kultury. W Warszawie to rodzice finansują dodatkową naukę języków obcych, rodzice łożą na dodatkowe korepetycje przed maturą. Nie ma szkoły w stolicy, która przygotowuje uczniów na medycynę, bez płatnych, dodatkowych kursów. Przyszłe władze oświatowe Warszawy powinny poszerzyć autonomię dyrektorów szkół, łącząc to z finansowaniem rozwoju stołecznej oświaty.

 
Warszawa skupia się na „lepszej” młodzieży, a co z „gorszą” -  zastanawiał się Łukasz Ługowski. Ze względów cywilizacyjnych Warszawa powinna pochylić się nad dziećmi które mają problemy. Dlaczego Biuro Edukacji ogranicza środki na reedukatorów, pomoc psychologiczną?


Anna Mitera, dyrektor 70 LO, uznała, że sprawą najważniejszą jest zadbanie o warszawskie szkoły ponadgimnazjalne. Nakłady finansowe na te szkoły muszą być większe, bo od lat nie inwestowało się w nie. Standard materialny szkół ponadgimnazjalnych jest najniższy, dużo niższy niż szkół podstawowych. Trzeba zainwestować w młodzież licealną Jeśli chcemy, żeby maturzyści byli przygotowani również do rynku pracy, czy nie warto zatrudniać właśnie w tych szkołach doradców zawodowych, psychologów? Gdyby dołączyć do tego stypendia, z możliwością przyznawania ich na poziomie szkoły i przydzielania także w środku roku szkolnego. Tej modzie także potrzebne są zajęcia pozalekcyjne, ale dzisiaj dyrektor liceum stoi przed wyborem - organizować takie zajęcia, czy mieć dobrą bibliotekę i pomoc psychologiczną, bo nie ma pieniędzy na jedno i drugie.

Kontynuując ten temat, Joanna Malewska powiedziała, że trzeba rozwiązać problem trudnej sytuacji gospodarczej szkół ponadgimnazjalnej; braku remontów, niewydolności instytucji stworzonych przez Miasto do wspierania szkół, np. Biura Obsługi Finansowej, które przerzucają swoje zadania na dyrektora.
Odnosząc się do krytyki sytuacji w warszawskiej oświacie i kontynuacji dobrych rozwiązań dawnej Gminy Centrum, Lilianna Ziętecka wyjaśniała, że problemem miasta, który wymagał rozwiązania, była konieczność scalenia oświaty. Cztery lata temu Warszawa odziedziczyła kilkanaście różnych, niezintegrowanych systemów oświatowych. Biuro Edukacji starało się te różnice „wyrównywać w górę”. Standardem stało się np. prowadzenie zajęć pozalekcyjnych w szkołach. Przepełnienie klas licealnych wynika zdaniem p. Lilianny Zięteckiej właśnie z dużej liczby zgłaszających się uczniów i polityki dyrektorów, którzy w ten sposób chcą zdobyć dodatkowe środki finansowe.

Czy przyszłego prezydenta pytać o edukację?


Waldemar Siwiński uważał, że do przyszłego prezydenta należy wystąpić o:

umiędzynarodowienie stołecznej edukacji;
umożliwienie studiowania w Warszawie po angielsku;
promowanie Warszawy, jako miasta atrakcyjnego dla studentów (tak, jak robi to Wrocław i Łódź);
zorganizowanie szkolnictwa ponadgimnazjalnego na europejskim poziomie, w tym zorganizowanie młodzieżowego hotelu wymiany zagranicznej (nie ograniczającej się jak obecnie głównie do "Marszu Żywych".

Sergiusz Najar - Przyszły prezydent stolicy musi mieć edukacyjna wizję. Trzeba go zapytać:

jak Warszawa będzie wykorzystywała fundusze unijne na rozwój edukacji;
jak zamierza współpracować z Zarządem Województwa w rozwoju mazowieckiej oświaty;
czy myśli o porozumieniu z Łodzią i stworzeniu prawie trzymilionowego duopolis, organizmu miejskiego, inwestującego w edukację;
jak zamierza zainteresować edukacją inne grupy społeczne (np. przydałaby się Rada Edukacji Warszawy z udziałem przedstawicieli biznesu);
jaką ofertę ma przyszły prezydent dla nauczycieli.

Prof. Ireneusz Białecki - Kandydatów na prezydenta należałoby skonfrontować z różnymi programami rozwoju warszawskiej edukacji, a następnie pytać o konkretne rozwiązania:

jak będzie rozwijane szkolnictwo zawodowe w stolicy;
co z nauczaniem dwóch języków obcych;
czy elastyczny arkusz organizacyjny pozwoli dyrektorom swobodniej wybierać i finansować zajęcia pozalekcyjne;
jakie przepisy należy zmienić, aby ograniczyć biurokrację;
czy ze względu na niż demograficzny Warszawa gotowa będzie dofinansować dojazd uczniów spoza stolicy, polepszając jednocześnie warunki nauki.

Anna Mitera zapytałaby przyszłego Prezydenta:
- Jak Warszawa zamierza poprawić bazę i poziom pedagogiczny szkół ponadgimnazjalnych?

Nie poruszyliśmy jeszcze jednej ważnej kwestii. Czy podczas spotkań wyborczych oczekiwać od kandydatów na prezydenta sprecyzowanych poglądów na sprawy wychowawcze - zwrócił się do nas Włodek Paszyński.
- Nie, te sprawy nie powinny zależeć od decyzji prezydenta, należałoby je raczej rozważać w społecznych debatach - to opinia prof. I. Białeckiego.
- Prezydent powinien promować "patriotyzm otwarty", o co zabiegało stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita i inne organizacje społeczne - Teresa Holzer.
- Prezydent może mieć jednak pośredni wpływ na omawiane sprawy, poprawiając warunki wychowania, czy finansowania ofert wychowawczych - W. Zielicz.
- Tak, sam w czasach oświaty niezależnej byłeś Włodku współautorem programu warszawskiej Solidarności oświatowej: "Szkoła jako środowisko wychowawcze" - przypomniał prowadzącemu spotkanie J. Kostynowicz



 

Powered By RiseNet CMS © 2018