Warszawskie Forum Oświatowe
Dzisiaj jest sobota, 18 sierpnia 2018 r.
Imieniny: Helena, Ilona, Bogusław
 

Wyrok ważny dla 30 tysięcy dyrektorów

Rozmowa z Mirosławem Sielatyckim, wicedyrektorem Biura Edukacji Urzędu miasta stołecznego Warszawy, byłym dyrektorem Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie. (Gazeta Szkolna, nr 22-23, 12 czerwca 2007 r.)

Panie Dyrektorze, zacznijmy od szczerych gratulacji. Wyrok sądu chyba po prostu nie mógł być inny. Proszę powiedzieć, co oznacza ten wyrok, co się w tym momencie stało - i jakie ma to znaczenie dla nas wszystkich?

Dla mnie osobiście ten wyrok jest oczywiście ważny, ma on jednak istotne znaczenie dla całego środowiska oświatowego, w tym dla trzydziestu tysięcy dyrektorów szkół. W sentencji wyroku sąd wskazał kilka ważnych spraw. Po pierwsze, precedensem było to, że uznano, iż zwolnienie mnie z pracy było wyrazem dyskryminacji za poglądy. Muszę tu dodać, że moje poglądy są dość standardowe, realizowałem bowiem to, co jest polityką państwa, czyli m.in. promowałem prawa człowieka. Tu jednak zderzyły się - i sąd to wyraźnie wskazał - rozbieżne poglądy, przede wszystkim na edukację. Mój pogląd jest taki, że w szkole można i trzeba rozmawiać z młodymi ludźmi na tematy, które są przedmiotem rozmów w społeczeństwie, ważnych debat publicznych. Zdaniem ministra edukacji istnieją takie obszary, w których dyskusja jest niedopuszczalna. Sąd przychylił się do mojego zdania, uznał, że szkoła jest miejscem, w którym można i należy dyskutować z młodzieżą, i że nauczyciele mają do tego prawo. To jest bardzo ważne na przyszłość. Ideą "Kompasu" jest właśnie przygotowanie nauczycieli do rozmawiania z młodymi ludźmi na różne tematy, dotyczące szeroko rozumianych praw człowieka. Zgadzam się, że część z nich jest drażliwa, jak choćby prawa osób o orientacji homoseksualnej, ale po to właśnie chcieliśmy przygotować nauczycieli, żeby mogli i umieli o nich rozmawiać. Przypomnijmy dla przykładu, że kilkadziesiąt lat temu w wielu krajach sporną kwestią były prawa wyborcze kobiet. Zresztą, w samej książce wyraźnie zaznaczone jest, że pewne kwestie mogą być sporne, że mogą się w czasie dyskusji ścierać krańcowo różne poglądy, że należy uważać, aby nikogo w tej dyskusji nie skrzywdzić, szanując różne opinie, zawsze jednak należy je odnosić do poszanowania innego człowieka, do tolerancji na inne poglądy. Zauważmy, że sami politycy dyskutują dziś na różne tematy, często drażliwe. Przykładem niech będzie powracająca w Polsce, za sprawą takich osób jak Roman Giertych, dyskusja o karze śmierci, mimo że Konstytucja RP wyraźnie tę kwestię reguluje. Nie może być tak, że w kraju prawo do dyskusji mają tylko politycy, w szkole natomiast należy milczeć i przyjmować bezkrytycznie to, co opcja będąca akurat przy władzy uzna za stosowne. Ważna jest więc taka formuła i kultura szkoły, w której jest miejsce na rozmowę, ścieranie się różnych poglądów, na prawo do dyskusji i na różnorodność. Sąd przyznał mi w tej kwestii rację.

To jeden aspekt wyroku. A drugi?

Druga niezwykle ważna sprawa, na którą sąd wskazał, to ochrona nauczyciela i dyrektora przed zwierzchnikiem i jego poglądami politycznymi, partyjnymi, światopoglądowymi, ideologicznymi. Wskazano, że formuła mianowania nauczycieli i kadencyjności dyrektorów funkcjonuje między innymi po to, by byli oni chronieni w sytuacjach, gdy do władzy dochodzi - czy to na poziomie państwa, czy na szczeblach samorządowych - osoba reprezentująca jakąś opcję, której to osobie w pewnym momencie zaczynają przeszkadzać ludzie z innymi poglądami. Ten aspekt wyroku jest bardzo ważny, gdyż pośrednio chroni 30 tys. dyrektorów polskich szkół przed nieuprawnioną ingerencją ze strony zwierzchników i instrumentalnym traktowaniem przez nich prawa. W moim przypadku sąd uznał też, że zastosowanie szczególnego (natychmiastowego) trybu odwołania ze stanowiska w żaden sposób nie było uprawnione, zwłaszcza że poradnik "Kompas" pół roku funkcjonował już na rynku wydawniczym w Polsce, a dodatkowo w kilkudziesięciu pozostałych krajach europejskich, jego treść była znana (przed wydaniem dostępna była w Internecie anglojęzyczna wersja językowa), a w Polsce został zatwierdzony przez dwóch poprzednich ministrów. Poprzednik obecnego ministra (dodajmy, że z tej samej koalicji) wyasygnował dodatkowe środki na jego promocję, książka omawiana była na szczycie państw Rady Europy w Warszawie, gdzie pokazywano ją jako pozytywny przykład podejścia polskich władz do edukacji o prawach człowieka. Zatem odwołanie mnie w trybie szczególnym (nagłym) wzbudziło zdziwienie sądu. Sąd orzekł zatem, że to posunięcie było całkowicie niezgodne z prawem. Prawa nie można naginać do doraźnych potrzeb politycznych.

Wiemy, że początkowo wnosił Pan o przywrócenie do pracy, potem jednak Pan zrezygnował. Dlaczego?

Nie ukrywam, że trudno byłoby mi wyobrazić sobie powrót do tego miejsca, które tak bardzo zostało zmienione przez ministra. CODN stracił swój dotychczasowy charakter, pewną elementarną niezależność i autonomię, którą wcześniej się cieszył, kierują nim osoby, które nie mają doświadczenia w doskonaleniu nauczycieli, natomiast wyraźnie mogą się pochlubić partyjnymi konotacjami z obecną władzą. Dotychczas, w tej ponad piętnastoletniej historii placówki takiej sytuacji nie było. Teraz nadchodzą nowi, nieznani ludzie, zwalniani są fachowcy, zakazywane są kolejne książki...

Niestety. Mamy sygnały, że ta wcześniej wysoko ceniona, fachowa placówka obecnie wiele straciła w oczach nauczycieli... W ostatnim Monitorze Edukacji pojawił się tekst, w którym nauczycielka skarży się na "język nienawiści", który zaczął pojawiać się na sygnowanych przez Ośrodek konferencjach. Sama pamiętam "dawne" konferencje CODN, które były fachowe, rzeczowe, panowała na nich atmosfera życzliwości i otwartości...

Artykułu nie czytałem, ale oczywiście śledzę to, co się tam dzieje i z przykrością obserwuję utratę dawnego naszego dorobku. Chcę powiedzieć, że nawet z punktu widzenia władzy jest to po prostu nieracjonalne - pracowaliśmy przecież dotąd z różnymi ministrami (ja osobiście z pięcioma kolejnymi ministrami edukacji) z różnych rządów. Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli zawsze był instytucją ekspercką, która pomagała ministerstwu, kształciły się tam dziesiątki tysięcy nauczycieli, wydawano wiele książek, raportów, prognoz, informatorów. Wydaje się, że to się już skończyło, ten dorobek jest obecnie niszczony, ze szkodą zarówno dla placówki, jak i dla nauczycieli. CODN stał się łupem politycznym partii o skrajnych poglądach.

Wróćmy do wyroku. Są uznał, że zwolnienie Pana było przejawem dyskryminacji. Jakie konsekwencje powinny pójść za taki wyrokiem w cywilizowanym europejskim kraju?

Myślę, że przede wszystkim powinno za tym pójść pewne opamiętanie władzy. Na pewno najważniejszym efektem tego wyroku będzie to, że dyrektorzy szkół i innych placówek mogą się poczuć bezpieczniej wobec takich właśnie prób ingerencji władzy. Mam jednak też szczerą nadzieję, że to co się stało, wzbudzi jakąś refleksję...

W jaki sposób społeczeństwo obywatelskie powinno reagować na takie a nie inne zachowania władzy?

Z pewnością nie można milczeć. Obecne władze oświatowe "zarządzają przez strach", jest to zjawisko niedopuszczalne w demokracji i powinniśmy się temu przeciwstawić. Ja sam otrzymałem wiele wyrazów poparcia, sympatii ze strony środowisk edukacyjnych, za co jestem wdzięczny. Martwi mnie jednak, że tego typu działania budzą podziały w społeczeństwie, w tym w środowisku nauczycielskim. Przeraża to, że część ludzi jest skłonna uwierzyć, że zagrożenie może czyhać nawet ze strony Teletubisiów. Proszę bowiem zwrócić uwagę, że moja sprawa wpisała się w pewien logiczny ciąg wydarzeń, moja rozprawa sądowa rozegrała się jest pomiędzy próbą lustracji orientacji seksualnej Teletubisiów, a propozycją nowego kanonu lektur, który zastępuje Goethego i Dostojewskiego Dobraczyńskim. Ja w każdym bądź razie trzymam z Gombrowiczem, Witkacym i Tinky Winky.

No właśnie. Bardzo upraszczając, można powiedzieć, że zaczęło się od Pana, a skończyło na Teletubisiach. Coś się zaczęło, coś trwa nadal, a całość jest, jak Pan powiedział - niewesoła.

Model edukacji proponowany przez ministra Giertycha można w skrócie ująć tak: "jeden mundur, jeden podręcznik, jeden pogląd". Promuje on szkołę, w której uczniowie, jednolicie ubrani, korzystający z jednego podręcznika, powinni mieć określony, jedynie słuszny światopogląd, zgodny z tym wyznawanym przez aktualnie rządzących. To niestety nie jest wizja edukacji ani nowoczesnej, ani mądrej, nie mówiąc już o tym, że nie ma to wiele wspólnego z edukacją w innych państwach, niekoniecznie nawet zachodnioeuropejskich. Chodzenie w mundurkach nie przygotowuje do pracy w Dolinie Krzemowej. Szare powinny być komórki mózgowe, a nie uniformy uczniów. Najgorsze są jednak próby upolitycznienia, upartyjnienia i ideologizacji polskiej oświaty. Budzi to czasem śmieszność, np. smok wawelski jako dowód przeciwko Darwinowi może być tego przykładem, ale inne opowieści nie są już śmieszne, raczej powinny nas zawczasu przerażać. Ostatnie próby ingerencji w kanon lektur w pewnym sensie łączą się z moją sprawą, w tym sensie, że odsuwani są autorzy, którzy stawiają pytania, zachęcają do rozmowy, pokazują różne punkty widzenia. O Dostojewskim czy Goethem możemy rozmawiać z obywatelami innych państw świata, z drugiej strony Witkacy czy Gombrowicz ważni są dla nas "wewnętrznie", bo dają nam okazję do autorefleksji, dystansu do nas samych, a przede wszystkim zadają ważne pytania, prowokują do myślenia. Ważne jest to, aby młodych ludzi we współczesnym świecie uczyć kreatywności, pokazywać im, że na jedną sprawę mogą być różne poglądy. Ostatnio kolejnym zakazanym podręcznikiem okazała się kolejna europejska publikacja "Skrzyżowanie europejskich historii", pokazującym kluczowe momenty naszej wspólnej historii z różnych punktów widzenia. Jasne, że z wieloma z tych punktów możemy się nie zgadzać, ale ukazane są one po to, żeby w sposób cywilizowany pokazywać różnice, rozbieżności, dyskutować o nich. Ponownie Polska jest jedynym krajem zakazującym książki. Od momentu znalezienia się w Unii Europejskiej jesteśmy w gronie krajów, które różnie postrzegają kwestie historii, czy choćby praw osób homoseksualnych, ale nie ma w tym zagrożenia. Musimy o tym rozmawiać, bo taka jest rzeczywistość. Zakazywanie dyskusji jest przede wszystkim niezrozumiałe i jest to najgorsza droga, jaką można było wybrać. Cenzura prewencyjna więc jednak wróciła!

To szczególnie niepokojące w sytuacji, w której jesteśmy obywatelami Europy i powinniśmy skupić się na tym, aby do tej roli przygotować też młode pokolenie...

Tu mamy pewien paradoks. W momencie, kiedy staliśmy się członkiem Unii Europejskiej, co dało bardzo praktyczne obywatelskie możliwości podróżowania, uczenia się gdzie indziej, swobodnego podejmowania pracy w innych krajach, częstszych kontaktów, próbuje się nas odgrodzić. Mam takie skojarzenie z filmem M. Night Shyamalana "Osada", w którym starzy mieszkańcy tytułowej osady straszyli innych, że dookoła żyją straszliwe stwory i że nie można opuścić swoich opłotków, bo na zewnątrz czyha niebezpieczeństwo. Mam wrażenie, że buduje się płot wokół naszego kraju, podczas gdy inne granice właśnie zanikają. Oczywiście, całkowite odgrodzenie jest na szczęście niemożliwe, młodzi ludzie kontaktują się dziś z całym światem, ale niestety trzeba zauważać i piętnować próbę takiej ingerencji. Ważnym zadaniem edukacji jest przygotowywanie do życia z innymi, do zrozumienia innych. Myślę, że mimo wszystko młodzi ludzie sobie z tym poradzą, bo kontaktują się rówieśnikami z innych krajów, wiele ich łączy - słuchają podobnej muzyki, podobnie się ubierają, często też pięknie się różnią.

Jak widzimy, nie dla wszystkich te różnice są piękne...

No tak, ale to, że w większym stopniu możemy poczuć się Europejczykami, z pewnością ubogaca bycie Polakiem. Poza patriotyzmem lokalny czy narodowym jest też poczucie wspólnoty wynikające z bycia częścią Europy, to wszystko może się dobrze uzupełniać. Wystarczy popatrzeć na inne państwa, są takie, jak np. Luksemburg, czy Portugalia, ale też takie, które potrafią dobrze wykorzystywać świeży fakt przynależności do Unii, jak Estonia, czy Słowenia. U nas, niestety, mam wrażenie, że marnujemy niejedną szansę, nie z winy obywateli, lecz niektórych polityków. To też kwestia dobrego wizerunku w świecie, który tracimy. Wystarczy wziąć główne tytuły najbardziej poczytnych czasopism, gazet w innych państwach europejskich, żeby się o tym przekonać.

Jak to, co się obecnie dzieje w naszym kraju, wpływa na kondycję środowisk oświatowych?

Chyba nie można tu udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony środowiska nauczycielskie są bardzo zaangażowane społecznie, wystarczy spojrzeć na liczbę osób, które biorą udział w różnego rodzaju wyborach, ich poglądy na rzeczywistość są też w większości przypadków bardzo racjonalne. Warto spojrzeć choćby na akcje zbierania podpisów, czy w sprawie odwołania ministra, czy głosów poparcia dla mnie. W pierwszym przypadku w bardzo krótkim czasie zebrano 45 tys. podpisów, w drugim też dość szybko kilka tysięcy osób wpisało się na listę. Nie znam większości osób, które się wpisywały, a jednak one zdecydowały się udzielić mi poparcia, nie obawiały się wyrazić swojej opinii. Myślę, że ważna jest tu kwestia reakcji na zarządzanie strachem. Działania ministerstwa powodują, że niektórzy ludzie zaczęli się bać. Z jednej strony mamy zatem takie przykłady, z drugiej to, że ktoś ściąga ze ściany tablice z Darwinem, albo wymyśla karne mundurki. Rozumując w ten sposób możemy wkrótce dojść do opasek na rękach. Są zatem dobre i złe przykłady. Chodzi o to, abyśmy poprzez przykłady dobrej praktyki wiedzieli, że w takich sytuacjach nie należy ulegać, należy czuć się obywatelem i umieć się organizować, wierzyć w prawo. Mój wyrok pokazuje, że prawo w Polsce działa, że sąd jest niezależny, a obywatel może wygrać nawet z wicepremierem, jeśli uważa, że prawo jest po jego stronie i potrafi to przed sądem udowodnić. To powinno ośmielić innych.

Innych, którzy znajdą lub znaleźli się już w Pana sytuacji? Czy to niebezpieczeństwo, z którym powinniśmy się dziś liczyć coraz bardziej?

Liczę na to, że nie będzie takiej potrzeby. Budujące jest choćby wycofanie władz z próby wywierania wpływu na wybór dyrektorów szkół. To jest pozytywne, mimo tych zakusów nasz parlament uznał, że to samorządy powinny mieć głos decydujący. To należy ocenić pozytywnie, choć niepokojące jest, że w ogóle była taka próba. Myślę, że mój przykład jest w tym sensie ważny, że pokazał drogę prawną dochodzenia swoich praw, granice ingerencji władzy i pozwolił niektórym wyzwolić się ze strachu. Oczywiście, nie wiemy, czy moja sprawa się tak naprawdę zakończyła, bo jeszcze mogą być apelacje, nie wiem, jak się zachowa druga strona. Mimo wszystko jednak jest to budujące i pozwala wierzyć w polską demokrację.

Może chciałby Pan coś przekazać ministerstwu...

Gdybym miał taką możliwość, to apelowałbym, aby minister zmienił swoją politykę, bowiem te podziały, które się tworzą w środowisku, naprawdę nikomu nie służą. Edukacja powinna być miejscem, gdzie fundament porozumienia niezależnie od opcji jest naprawdę szeroki. Uważam, że powinniśmy się koncentrować na rozwiązywaniu ważnych spraw, a wywoływanie sporów ideologicznych, światopoglądowych czy politycznych szkodzi nam wszystkim. Dalsze postępowanie tą drogą może spowodować, że w pewnym momencie wszyscy będą przegrani. Pamiętajmy jednak, że minister minie a szkoła zostanie.

Nie wiem, czy ten głos ma szansę trafić do adresata, choć dobrze byłoby, gdyby dotarł. Dziękuję Panu za rozmowę i jeszcze raz gratuluję w imieniu redakcji i naszych czytelników.

Rozmawiała
Agnieszka Mączyńska-Dilis

Powered By RiseNet CMS © 2018